magdalena nowak

Magdalena Nowak: Przede wszystkim bądź sobą!

– Dostosowuję się do zmian, jakie następują. Ciężko pracuję na to, co mam. Jeśli coś jest mi dane zdobyć, to to zdobędę. Jeśli coś nie jest dla mnie – odpuszczam. Sama czuję, że to nie to. Duszę się w towarzystwie osób toksycznych dlatego szybko je usuwam ze swojego otoczenia. Otaczam się tymi, którzy dodają skrzydeł a nie podcinają je. To pozwala sięgać po więcej.

Skąd pomysł na własny biznes?

To nawet nie był pomysł, to był czysty zbieg okoliczności i zdrowa kalkulacja. Pracowałam kiedyś jako specjalista ds. handlu i marketingu (jako jedyna miałam sprzedaż taką jak pozostałych 10 handlowców razem wziętych) a szefostwo przestało zamawiać towar. Zaczęłam pracować na umowie zlecenia w innej firmie i kiedy już zarobiłam konkretna sumę pieniędzy otworzyłam własną działalność i wystawiłam fakturę. Fakturę o połowę większą, niż gdybym pozostała na umowie zlecenia. Od tego czasu minęło 14 lat. Wiele w tym czasie się wydarzyło a wszystkie zdarzenia doprowadziły do tego, że dziś jestem w tym właśnie miejscu – bogatsza o bolesne doświadczenia, dzięki temu mądrzejsza. Stałam się praktykiem w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Co decyduje o jego wyjątkowości? Czym Pani działalność biznesowa wyróżnia się na tle konkurencji?

Właśnie wyżej wymieniona praktyka. Na własnej skórze doświadczyłam rozwodów, spraw o władzę rodzicielską. Na własnej skórze odczułam co to znaczy mieć wyrok sądowy nic nie warty – alimentów z 22 lat nie mam do dziś dnia ani złotówki a delikwent zadowolony nadal żyje i nikt go przez te 22 lata do więzienia nie wsadził. Umowy kredytowe, zapisy w nich niedozwolone, brak pomocy ze strony najbliższych. To sprawiło, że zaczęłam pomagać innym. Czym się wyróżniam? Na pewno tym, że jestem bezpośrednia i z każdą osobą ustalam zasady działania. Jak trzeba – nakrzyczę, innym razem podam chusteczkę a jeszcze innym pokażę drzwi. Szkoda mojego czasu na osoby, które go nie szanują. Ludzi potrzebujących jest bardzo dużo a ja jestem tylko jedna.

Jak na co dzień buduje Pani swoją markę, swoje nazwisko?

Stosuję różne sposoby – od reklamy w social mediach po artykuły sponsorowane, komentarze czy wpisy na fanpage. Na pierwszym miejscu jest zaś bycie sobą – o tym pisałam w książce pod redakcją Ilony Adamskiej „Siła prawdy. O trudnej sztuce bycia sobą”. To jest coś co jest jedyne, niepowtarzalne. Nigdy nikogo nie wyzywam, nie obrażam – natomiast jeśli się wobec mnie zachowuje niestosownie to na pewno to z moich ust usłyszy. Jestem bezpośrednia czy to się komuś podoba czy nie ale dzięki temu ludzie wiedzą, widzą i mogą przeczytać to co myślę. Bez „zawijania w sreberka” – takie jakie jest. Konstruktywna krytyka ciężka jest do przyjęcia, natomiast moja kobieca intuicja, która jest ze mną od zawsze pozwala podejmować mi trafne decyzje i nie raz pozwala wygrać tam, gdzie inni mówią NIE.

Jak profesjonalnie budować relacje z Klientami, Partnerami biznesowymi? Ma Pani swoją skuteczną receptę na sukces w tym temacie?

Tak jak wspomniałam – jestem sobą. Może to nie wszystkim się podoba ale szczerze mówiąc nie biorę tego do głowy. Idę do przodu, robię swoje. Do każdego dostosowuję się, jeśli chodzi o rozmowę – do każdego mówię jego językiem. Pytam, słucham i słyszę. Mówię tak, żeby zrozumiał. Czasem jak do dziecka ale wiele spraw z którymi ludzie do mnie przychodzą właśnie takiego podejścia wymaga. Po prostu wysłuchania, pokazania „gdzie się pali”, rozmowy. Rozmowy a nie sprzedaży. Ja nie sprzedaję. Jeśli ktoś nie zechce – nie skorzysta z usług, to u niego „się pali” a nie u mnie. Do pewnych spraw czy ich rozwiązań trzeba po prostu dorosnąć, ja tego za ludzi nie zrobię. Pomagam tym, którzy faktycznie tego chcą.

Ciężka praca, wytrwałość, pokora. To na pewno składniki sukcesu. Co jeszcze? 

Głębokie poczucie własnej wartości – bez tego człowiek się wywyższa nad innymi, pogardza i nie szanuje innych. Mądrość, doświadczenie, wykształcenie, edukacja – nie mylić tych dwóch ostatnich ze sobą.

Klasa – to coś, co się ma. Tego nie da się kupić ani nauczyć. Zasady savoir vivre’u jako podstawa.

Ma Pani własną definicję sukcesu? Co dziś jest dla Pani największym sukcesem w biznesie oraz życiu prywatnym? 

Sukcesem moim jest to miejsce do którego dziś doszłam. Nikt mi niczego nie dał, wprost przeciwnie – byli małżonkowie jedynie robili ze mnie bankomat. Od rodziny nie miałam żadnego wsparcia, zresztą tak jest do dziś. Czy mi jest przykro? Nie. Jestem dorosła, mam swoje cele, realizuję je. Moim sukcesem są moi synowie – może nie miałam dla nich czasu tyle ile potrzebowali ale starałam się ich wychować na samodzielnych, na takich, którzy sami podejmują decyzję. Pozwalałam im dokonywać wyborów, służyłam poradą. Tak jest do dziś. Wiedzą, że dla nich wskoczę w ogień, jeśli zajdzie taka potrzeba. Że wstawie się za nimi i każdy kto ich krzywdzi będzie stawał do konfrontacji co nie raz już w szkołach musiałam praktykować (co powodowało wielkie zdziwienie bo panie wolały oskarżać bezpodstawnie) (śmiech).

Czuje się Pani liderką? Jakimi cechami odznacza się prawdziwy lider?

Liderką? Nie wiem. Wiem, że stałam się wzorem do naśladowania dla innych, inspiracją. Świadczą o tym słowa jakie słyszę coraz częściej od osób, które spotkane przypadkiem same mi to mówią. To powoduje radość w sercu i niekiedy łzę w oku, że to wszystko co ja przeszłam mogło komuś pomóc. Że to, co mówię czy piszę jest słuchane, ze pokazuję innym, że też miałam ciężko, że też mnie wiele złego spotkało.

Lider to osoba, za która pójdą inni inspirowani tym, kim jest i co sobą reprezentuje.

W czym, Pani zdaniem, tkwi największa siła kobiet w biznesie? Co sprawia, że kobiety mają przewagę nad mężczyznami w świecie biznesowym? 

Kobiety mają intuicję i jeśli potrafią jej słuchać, to daleko je zaprowadzi. Bo rzadko zawodzi. Kobiety są wielozadaniowe, czego o mężczyznach powiedzieć nie można. Nie wiem jak inne kobiety, ale ja mam umysł analityczny – co jest bardzo pomocne. Niejednokrotnie podczas rozmowy dokonuję analizy czy też wystarczy mi „rzut oka” na daną sytuację i od razu widzę „punkty zapalne” ale i rozwiązania.

Kobieta z natury dba o rodzinę i dla niej firma to taka właśnie „rodzina”, gdzie chciałaby, żeby wszyscy żyli w zgodzie. Poza tym kobiety dziś są wykształcone. Nie boją się „męskich” zawodów, nie boją się wyzwań. Aczkolwiek nie wszystkie. Te o których piszę, to część społeczności żeńskiej, jednakże widoczność ich jest niekiedy ograniczona przez płeć męską. Panowie uważają je za konkurencję i obawiają się, że nie zabłysną przy takich energicznych paniach.

Warto inwestować w siebie? 

Tak, zdecydowanie. Jednakże jestem za inwestowaniem w edukację, podróże, książki, sztukę. Nie jestem za „inwestycją” w zabiegi kosmetyczne – zwłaszcza te zdecydowanie zbędne czy te przesadzone. Należy o siebie dbać, nie przesadzając.

Zamiast czekać aż coś nam spadnie z nieba, warto samej po to sięgać. Pani sięga? 

Tak, sięgam. Dostosowuję się do zmian, jakie następują. Ciężko pracuję na to, co mam. Jeśli coś jest mi dane zdobyć, to to zdobędę. Jeśli coś nie jest dla mnie – odpuszczam. Sama czuję, że to nie to. Duszę się w towarzystwie osób toksycznych dlatego szybko je usuwam ze swojego otoczenia. Otaczam się tymi, którzy dodają skrzydeł a nie podcinają je. To pozwala sięgać po więcej.

Aneta Podymna, która zarządzała m.in. Pramerica Życie i TUiR S.A. mówiła w jednym z wywiadów: „Porażka jest częścią sukcesu. To najlepsza lekcja poznania samego siebie”. Czym dla Pani jest porażka? I jak sobie Pani radzi z niepowodzeniami? 

W pełni się z tym zgadzam. Porażki uczą. Pokazują, czego już w życiu nie chcemy mieć. Pokazują jaką drogą nie należy iść a co najważniejsze – „czyszczą” nasze otoczenie. Prawdziwy przyjaciel jest przy Tobie wtedy, kiedy jesteś w dołku, kiedy upadasz, nie masz siły wstać. To weryfikuje otoczenie i pozwala Ci spojrzeć na nie od nowa. Ja dzięki porażkom pomagam teraz innym. Sama przetarłam swoje ścieżki w wielu bojach i dziś jestem bogatsza o to przykre, lecz potężne doświadczenie. Przekonałam się kto jest moim przyjacielem, kto nim był od zawsze a kto tylko udawał, żeby móc się na mich plecach wzbić wyżej czy też realizować swoje własne cele. Od prawdziwego przyjaciela usłyszałam – „dobra skończ już, ogarnij się, no kto nie da rady jak nie Ty”. Do dziś się wspieramy, za co jestem wdzięczna i nie da się tego wycenić.

Inspirująca myśl z którą chciałaby Pani zostawić naszych Czytelników? 

Raz na jakiś czas zatrzymaj się. Spójrz na siebie, na swoje otoczenie – rodzinę, pracę. Zastanów się, czy to jest to, co chciałbyś mieć, czy chcesz, żeby Twoje życie tak wyglądało. Zapytaj siebie, czy coś Ci nie umknęło, czy czegoś (jakichś wartości) po drodze nie zgubiłaś.

Naucz się być sam ze sobą – to jest sztuka a kto ją posiadł, może wiele. Szanuj innych,  wtedy będziesz otrzymywał szacunek do siebie. Jeśli twardo postawisz granice, pokażesz swoje zasady – nieliczni je uszanują, inni będą stawiać opór, pomawiać, obgadywać, szydzić. Dla tych nielicznych warto to zrobić. Pozostali niech idą gdzie indziej.

A przede wszystkim BĄDŹ SOBĄ!

Rozmawiała: Ilona Adamska

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *