Karolina Gorzkowska:

Karolina Gorzkowska: Zawsze staram się dotrzeć do sedna, znaleźć rozwiązanie!

– W wykonywanej przeze mnie pracy i chyba w mojej osobowości jest bardzo silny czynnik działania na rzecz społeczeństwa, jego rozwoju. Kiedy dopuszczam ten swój społeczny głos nie myślę o dochodach firmy, o kosztach też nie (hahaha). Tę akcję, czy cyklicznie powtarzane tygodnie darmowych konsultacji, wykładów, albo wykonywanych pro bono ekspertyz, robię na swój koszt, ale czuję, że zyskuję jako człowiek. Z Karoliną Gorzkowską, ekspertem badania pisma ręcznego i założycielką – prezesem Kancelarii Prawno Grafologicznej oraz Naczelnej Rady Pismoznawczej rozmawia Ilona Adamska.

Pani Karolino, zapoznaliśmy się z materiałami dostępnymi w sieci: stronami internetowymi Kancelarii i Naczelnej Rady Pismoznawczej oraz firm współpracujących, wpisami na listy biegłych sądowych, informacjami o konferencjach naukowych z Pani udziałem, publikacje Pani autorstwa, wystąpienia w programach tv, wywiady, szereg referencji. W związku z nimi nasuwają się podstawowe pytania: od kiedy zajmuje się Pani tą branżą i czy jest jakiś jej obszar, w którym nie ma Pani aktywności? 

Profesjonalnie, a więc od momentu świadczenia usług z zakresu badania pisma ręcznego, funkcjonuję od około 2012 roku. Zanim nastąpił ten moment kilka lat uczyłam się każdej ze specjalizacji pismoznawstwa, a więc kryminalistycznej, psychologicznej i klinicznej, oraz przygotowywałam się do pracy praktycznie i mentalnie. Dojrzewałam do decyzji o wyborze tej drogi. Widziałam kolosalną różnicę między tym, co oferuje krajowy rynek już od podstaw, czyli od edukacji w zakresie pismoznawstwa skończywszy na wydawanych opiniach, więc zasadniczą wiedzę i wzorce czerpałam z zagranicznych źródeł. Wielka Brytania, Izrael, USA, Kanada, Włochy, Indie, to miejsca, gdzie ta badanie pisma ręcznego ma szersze zastosowanie i co najważniejsze – pełne uznanie, a standardy jakie tam obowiązują w badaniach i opiniowaniach są takimi, na których warto się wzorować.

Na przykład?

Na przykład zasada traktowania dziedziny interdyscyplinarnie. Przełożyło się na to, że już na początku mojej drogi zdecydowałam, że jeśli będę się tym zajmować to na 100%, a więc dla każdej specjalizacji badania pisma i dla każdego obszaru: kryminalistycznego, psychologicznego, klinicznego. Bez postrzegania pisma tak szeroko nie można wykonać rzetelnych i prawidłowych badań i ekspertyzy z nich. Niestety u nas funkcjonuje to zupełnie przeciwnie – wąski zakres, wąski horyzont, deprecjonowanie zwłaszcza psychologicznego badania pisma. Przy rozpoczęciu pracy moim celem było rozpowszechnianie na polskim rynku tego szerokiego i interdyscyplinarnego pismoznawstwa w każdym obszarze działania.      

Mówiąc o każdym obszarze, jakie dokładnie miała Pani na myśli?

Obszary te podzieliłam na 5 zasadniczych części: usługi, edukacja, nadzór i certyfikacja, badania, popularyzacja. W ramach świadczenia usług kładę nacisk na to, aby w mojej kancelarii klienci mieli możliwość uzyskania kompleksowych badań i opinii spełniających kryteria eksperckie i postępowań. Obszar ten to nie tylko moja praca, ale i działanie na rzecz szeroko pojętego interesu społecznego.

W jakim sensie interesu społecznego?

W sensie ochrony ich poprzez zapewnienie im rzetelnie wykonanych badań i opinii. Problem polega na tym, że badania pisma ręcznego są od lat stale wykorzystywane w licznych postępowaniach, ale jakość wydawanych opinii niestety wielokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Często bywa, że opinie mają podstawowe błędy merytoryczne, jak wtedy, gdy zbadana jest tylko część cech graficznych pisma, albo został wykorzystany nieodpowiedni materiał porównawczy, czy też badania nie uwzględniają czynnika klinicznego, czyli urazów, przebytych chorób, które w niektórych przypadkach muszą wpłynąć na obraz pisma, albo zdolność pisania. W wyniku takich błędów wielokrotnie wydawana jest opinia wadliwa, jakby zapominało się, że kształtuje ona ludzkie losy, bieg spraw dla całych rodzin, jak np. w przypadku badania testamentów. W interesie społeczeństwa jest funkcjonowanie podmiotu, który specjalizuje się tylko w tej branży, który w pełnym wymiarze działa jako firma a nie specjalista – hobbysta opiniujący po godzinach, podmiotu którego zespół to wykształceni kierunkowo specjaliści stale podnoszący swe kwalifikacje zgodnie z bieżącym rozwojem dziedziny; a także podmiotu, która skupia i nadzoruje standardy eksperckie.  

Zdecydowanie jest to w interesie społecznym. A co w przypadku pozostałych obszarów?      

Kolejny to szeroko pojęta edukacja – oczywiście w zakresie badania pisma ręcznego. W Polsce nie ma kierunku studiów „pismoznawstwo”, w ramach którego można byłoby nauczyć się każdej z funkcjonujących na świecie specjalizacji, czyli kryminalistyczne, psychologiczne, kliniczne badanie pisma. Lukę tę, po części, wypełnia Instytut Psychografologii oraz Naczelna Rada Pismoznawcza, w których, według opracowanych przeze mnie programów, organizowane są zarówno pełne cykle szkoleń od podstaw w pełni przygotowujące do pracy, a także kursy cząstkowe mające na celu podnoszenie kwalifikacji. Programy łączą to, co najlepsze z tych instytucji, w których ja się uczyłam bądź z którymi współpracuję. Istotne jest to, że przede wszystkim nastawione są na praktykę. Naczelna Rada Pismoznawcza opracowuje także ramy kwalifikacyjne do pełnienia roli organu certyfikującego w kraju. W ramach działania na rzecz edukacji współpracujemy także z uczelniami wyższymi, dla których organizujemy wykłady otwarte. Uczestniczymy także w międzynarodowych konferencjach naukowych, w trakcie których mamy swoje referaty. Planowane są także inne aktywności, ale jeszcze nie mogę o tym mówić.

W takim razie czekamy na realizację. Podpytam o wspomnianą certyfikację jako zadanie Naczelnej Rady Pismoznawczej – dotyczy ona kolejnego obszaru działania, tak?

Zgadza się. NRP jako podmiot ekspercki służy głównie organom postępowania. Prowadzi badania, wydaje opinie rozstrzygające, służy konsultacjami w zakresie poprawności wydawanych opinii, kwalifikacji kandydatów na biegłych. Ponadto zrzesza specjalistów pismoznawców, który wspólnie działają na rzecz rozwoju tej dziedziny w kraju.  Kolejny obszar, czyli badania na rzecz rozwoju dziedziny, to także zakres działania Naczelnej Rady Pismoznawczej. Aktualnie prowadzimy badania nad 2 zagadnieniami, a ja sama opracowuję rozprawę doktorską z nauk prawnych, ale o też o pismoznawstwie.

Zostaje więc obszar popularyzacji. Jakie obejmuje zadania?

Obejmuje aktywność, która ma celu informowanie, czym jest badanie pisma, jakie badania można wykonać, gdzie wykorzystywać grafologię, co oznacza pojęcie „wadliwa opinia”, gdzie można uczyć się i co powinno się wiedzieć i umieć, aby wykonywać ten zawód rzetelnie, bez szkody dla społeczeństwa. Popularyzacja odbywa się przy sporządzaniu opinii, przy udziale w konferencjach naukowych, poprzez publikacje, za pośrednictwem spotkań w środowisku biznesowym, a także w lżejszych formach, np. goszcząc w programach tv, czy wypowiadając się dla prasy. To szeroko pojęte rozpowszechnianie prawidłowych informacji o pismoznawstwie.

A propos informacji, znaleźliśmy o Pani określenie „doktor pismo”. Co Pani na to?

Słyszałam już (hahaha).    

Czy to ze względu na doktorat?

Po części tak, a przynajmniej dobrze się wpisuje w jedną z moich aktywności. Sądzę jednak, że wzięło się to z kancelarii, z którą współpracowałam już kilkukrotnie, bo tak tam mnie nazywają (śmiech). Kiedyś pan mecenas stwierdził, że wydana przeze mnie opinia (jako kolejna w postępowaniu) „uleczyła” je, gdyż moja opinia, oprócz standardowych pomiarów nad autentycznością grafizmu, zawierała analizę z zakresu grafologii klinicznej wykazującą, że testament napisany był owszem przez daną osobę, ale w stanie conajmniej ograniczającym świadomość, a to z punktu wad oświadczenia woli określonych w kodeksie cywilnym stanowi o nieważności. To jest ta interdyscyplinarność badań, o której wspomniałam na samym początku naszej rozmowy- zrobienie badań tylko pod kątem autentyczności pisma zamknęłoby sprawę z wnioskami „autentyczny/nieautentyczny”, a badanie pod kątem klinicznym rzuciło światło na okoliczność, która zupełnie zmieniła bieg sprawy. Od tamtej pory pan mecenas konsultuje się też w innych sprawach i poleca mnie. Czasami ktoś powołując się na tą rekomendację dzwoni i żartuje, że dostał kontakt do „doktor pismo”. Myślę, że dobrze opisuje skalę mojego działania, jego wielozadaniowości, a także zaangażowania, bo staram się dotrzeć do sedna, znaleźć rozwiązanie.

Czy poszukiwaniem rozwiązania (a jeśli tak to na co) jest także stworzona i opracowana przez Panią akcja „Nie fałszuję!”?

W pewnym sensie też. Akcję społeczno – edukacyjną pod hasłem „Nie fałszuję!” stworzyłam faktycznie z własnej inicjatywny i sama po latach pracy, która na co dzień wiąże się fałszerstwem lub jego podejrzeniem, a także moich obserwacji codzienności i ludzi w różnych życiowych sytuacjach. Moje wnioski były proste i przykre: ogromna część społeczeństwa nie rozumie pojęcia podpisywania się w czyimś imieniu uznając, że udzielone pełnomocnictwo uprawnia do podpisania się czyimś imieniem i nazwiskiem … Dramat. Kolejne spostrzeżenie to społeczne przyzwolenie na podpisywanie się czyimś nazwiskiem nawet bez pełnomocnictwa. Kilkukrotnie stojąc w kolejce w urzędach pocztowych byłam świadkiem odbierania przez członka rodziny lub też małżonka korespondencji zaadresowanej do innego domownika słysząc od petenta lub urzędnika „to niech się pan/pani podpisze za męża/córkę/syna/…”. Najgorsze jest to, że za każdym razem gdy reagowałam na to, mnie spotykała krytyka, że się wtrącam, podsłuchuję, robię problem, nie rozumiem życia, itp. Tak, mnie, a nie te dwie strony biorące udział w przestępstwie. Jest ogromna praca do wykonania u podstaw. Wszystkie fałszerstwa dzieją się dlatego, że ktoś gdzieś zobaczył takie zachowanie (może w domu, może w pracy, w szkole) oraz społeczne przyzwolenie na to, dlatego robi to sam/sama być może po raz pierwszy, a być może notorycznie. „Nie fałszuję!” jest edukowaniem społeczeństwa o tym, czym jest czyjś podpis, o sankcji prawnej za podrobienie lub posłużenie się sfałszowanym dokumentem, a także wezwaniem społeczeństwa do reagowania – sprzeciwiania się.

Akcja w pewnym stopniu stoi w sprzeczności z interesem Pani kancelarii, gdyż występowanie fałszerstwa daje Pani pracę. Jak Pani to widzi?

W wykonywanej przeze mnie pracy i chyba w mojej osobowości jest bardzo silny czynnik działania na rzecz społeczeństwa, jego rozwoju. Kiedy dopuszczam ten swój społeczny głos nie myślę o dochodach firmy, o kosztach też nie (hahaha). Tę akcję, czy cyklicznie powtarzane tygodnie darmowych konsultacji, wykładów, albo wykonywanych pro bono ekspertyz, robię na swój koszt, ale czuję, że zyskuję jako człowiek. Mama też świadomość, że nawet gdyby od dziś nikt już nic nie sfałszował, to pozostaje ogromna ilość spraw związanych z tym, co wydarzyło się w bliższej lub dalszej przeszłości, która wymaga wyjaśnienia obecnie, więc jeszcze trochę pracy dla siebie widzę.

Wracając do zadanego przeze mnie pierwszego pytania o obszar, w którym nie ma Pani aktywności, mogę stwierdzić, że jest Pani w biznesie, w nauce, w sprawach społecznych, w mediach. Jednocześnie tak samo w gotowości dla instytucji i dla typowego Kowalskiego. Taki był plan?

Tak, taki był i nadal taki jest plan. Wiem dokąd dążę i krok po kroku realizuję to. Efekty większości przedsięwzięć mogą być widoczne dopiero po upływie kilku lat, ale ja postrzegam sprawy w długiej perspektywie, nie podejmuję się działań „na chwilę”.

A co jest w tych najbliższych planach, o czym może Pani nam powiedzieć?

Kilka spraw, ale większość z nich musi pozostać jeszcze w zamkniętych ścianach moich firm. Na pewno jest do zrobienia i mogę o tym mówić – cykl szkoleń zdalnych. Pomysł był wcześniej, ale sytuacja z epidemią i przymusową izolacją każdego z nas, a następnie drastyczna zmianą naszych upodobań w zakresie pobierania nauki, jasno pokazała, że kolejność działań musi zostać zmieniona wysuwać na prowadzenie przygotowanie zajęć online.

Znany jest orientacyjny termin wprowadzenia takich szkoleń do oferty Pani firmy?

Jeszcze nie.

Pani Karolino, czego możemy Pani życzyć?

Jak każdemu – zdrowia i realizacji planów.

Tego więc życzę, dziękuję za rozmowę.

Dziękuję, wzajemnie.         

Rozmawiała: Ilona Adamska

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.